Wydawca treści Wydawca treści

Wilk w Przytulisku

We wtorek 21 listopada pracownicy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska dostarczyli do Przytuliska młodego wilka. Wstępne oględziny młodej wadery nie wykazały żadnych widocznych urazów fizycznych. Zwierzę było wystraszone i zdezorientowane, ale jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Jasne było, że coś nie gra, bo z opowieści pracowników RDOŚ, którzy go przywieźli wynikało, że wilk został do nich dostarczony przez człowieka NA SMYCZY. Mieszkaniec Białegostoku w  godzinach przedpołudniowych będąc na spacerze z psem zauważył wilka. Zwierzę zachowywało się na tyle spokojnie (lub też nienaturalnie), że ów Pan zapiął je na smycz. Nadinterpretowanie przeze mnie faktów w tym przypadku może jedynie sprawić, że zaangażowane w tą sytuację osoby mogą się co najmniej poobrażać, więc skoncentruję się na tych, które z niej wynikają.

Po pierwsze, wilk zdradzał wszelkie oznaki prób odchowania przez człowieka. Nie wykazywał żadnych oznak szacunku do homo sapiens, z góry więc było wiadomo, że jego powrót do natury stoi pod dużym znakiem zapytania.

Po drugie, Przytulisko jest Ośrodkiem Rehabilitacji dla Dzikich Ptaków i Małych Ssaków - w tych kategoriach nie mieści się wilk o wadze 30 kilogramów. Od początku było jasne, że muszę znaleźć mu inne lokum niż kurnik, w którym z reguły zimuję łabędzie.

Po trzecie, jako że odpowiedni ośrodek przystosowany do wilków mieści się w Nadleśnictwie Olsztynek, trzeba było w całą akcję zaangażować również nie jedną, a dwie Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska. Obie te instytucje musiały najpierw wyrazić zgodę na transport zwierzęcia do Napromka.

Po czwarte, ogród zoologiczny "Akcent" nie został wzięty pod uwagę, ponieważ w pierwszej kolejności postanowiłem zwierzę przywrócić naturze i dopiero jeśli to się nie uda, zamknąć go na terenie ogrodzonym.

Po piąte, NIE JEST i NIGDY NIE BĘDZIE MOŻLIWE wychowanie przez człowieka wilka jak psa!!!

28 listopada wreszcie się udało - pracownicy Nadleśnictwa Olsztynek, Pan Leszek i Jacek przyjechali do Przytuliska z zamiarem przewiezienia wadery do ośrodka Napromek. Cała akcja usypiania i wkładania zwierzęcia do skrzyni transportowej trwała ponad 4 godziny, ale cóż - zwierzę jak to klasyczny dzikus, nie chciało współpracować. Do tego dochodził fakt, że w pobliżu było pełno kamer oraz osób z telewizji, co zdecydowanie podbijało poziom stresu u młodej wadery, a to z kolei skutkowało znacznie zwiększonym metabolizmem, a zatem również większą odpornością na środek uspokajający.

Wreszcie jednak się udało i młoda wadera pojechała do Napromka. Tam po okresie obserwacji zostanie podjęta decyzja czy będzie ją można zwrócić naturze czy też trzeba będzie znaleźć jej ośrodek przystosowany do jej potrzeb i w nim ją umieścić. Zostanie również pobrane od niej DNA, gdyż na tej podstawie, w przypadku jej powrotu do natury, określi się miejsce, w którym będzie mogła funkcjonować z lokalną watahą.

Jak to powiedział Pan Leszek: sytuacji dotyczących wilków jest coraz więcej. Należy się z tego cieszyć gdyż fakt ten oznacza, że ich populacja ma tendencję wzrostową, a wszyscy dobrze wiemy, że im lepsza kondycja drapieżników tym lepiej świadczy to o populacjach  zwierząt będących w ich menu.